Stwierdzenie, że był pomyłką to temat na dłuższą dysputę. Akurat tak się składa, że mam przerwę śniadanową to napiszę kilka słów, które, mam nadzieję, rozświetlą nieco rzeczoną sprawę.
Otóż, może wszyscy nie wiedzą, konsola sprzedaje się tak dobrze, jak dobre są gry napisane specjalnie dla niej. Podkreślam słowo "specjalnie". Proszę mi więc powiedzieć ile takich gier powstało dla Jaguara? Proszę mi, co więcej, powiedzieć ile gier wykorzystuje w pełni jego możliwości - powiem, że można je policzyć na palcach jednej ręki. Większość gier, rzekłbym nawet, że przytłaczająca większość, korzysta sobie głównie z zamontowanej na pokładzie Motorolki i wygląda bardzo średnio, ale nie tylko! Grywalnie też jest nieciekawie ponieważ spora część gier to konwersje z innych platform, często bez jakichkolwiek zmian!
Dlaczego tak jest? Rozmawiałem dłuższy czas na ten temat z człowiekiem, który dosyć dobrze zna hardware Kociaka i popełnił parę rzeczy związanych z tą konsolą. Stwierdził on, że Jaguara zabiła przede wszystkim jego wewnętrzna architektura co implikowało fakt, że napisać coś sensownie wykorzystującego obecne na pokładzie specjalizowane chipy było bardzo ciężko. Jaki efekt, sami widzicie, a tym, którzy nie widzieli gier na Jaga mogę powiedzieć, że przeważnie prezentują poziom Amigi, wyjątki - jak wyżej.
Kolejną pomyłką była decyzja o cartridge jako podstawowym nośniku danych, zachwalano go, jako wykorzystującego najlepszą na świecie kompresję danych, pozwalającą na upakowanie wielkiej zawartości na małym kawałku plastiku. Przepraszam bardzo, ale najlepsza kompresja nie da tyle miejsca co CD. Później, co prawda, można było sobie nabyć CD jako oddzielną jednostkę i zaaplikować ją na "grzbiet kota". Ile powstało gier w wersji CD - myślę, że palców na ręce znowu wystarczy (w razie czego zostają te u nóg).
Wszystkie powyższe fakty doprowadziły do utopienia przez Atari znacznej ilości papierków z portretem G. Washingtona, oraz z pewnością przybliżyły rychły koniec ulubionej przez nas firmy. Co więcej - Atari widać nie miało wystarczającej ilości wspomnianych papierków, aby przekonać poważnych wydawców do pisania dobrych gier i wydawano co popadnie. Inaczej bowiem nie można nazwać takich ultragniotów jak Bruce Lee czy też Checkered Flag, że o innych nie wspomnę.
Publika, którą zafascynował napis na pudełku 64bit, była chyba ostro rozczarowana jakością gier i pewnie jakby mogła, to wymierzyłaby solidnego kopniaka p. Tramielowi oraz jego rodzinie. Efekt był taki, że tak jak na początku sprzedaż była całkiem niezła to później nikt nie chciał Jagów nawet za darmo. Co więcej, 16-bitowe Sega Genesis (na starym kontynencie znana jako Megadrive) czy też Super Nintendo oferowały znacznie szerszy wybór (lepszych) gier. O wielkości sprzedaży wymienionych przeze mnie platform nie muszę chyba pisać.
Panowie z Atari Inc. nie zauważyli chyba faktu, że konsolę nie kupuje się dla parametrów technicznych tylko dla GIER. Konsola bowiem służy do GIER. Nikt nie kupi przecież ultrazaawansowanego odtwarzacza płyt ULTRA-MAX-POWER-1TB-DVD, który będzie obsługiwał tylko swój własny format, żadnych innych oraz będą dostępne tylko 2 filmy - prosta sprawa. Poza tym warto wiedzieć, że producent nie zarabia na sprzedaży sprzętu!!! Do sprzętu, czyli samej konsoli, się dopłaca i to słono, zarabia się dopiero na grach.
Mam nadzieję, że ten nieco przydługi post wyjaśni, dlaczego Jag był, w moim pojęciu sprawy, pomyłką.
Over.