Hehe, widzę, że podobne historie ma w zanadrzu każdy:-) No to jeszcze jedna. Przychodzi kiedyś koleś do serwisu z komputerem i mówi, że mu się "tikap" popsuł. Kolega dwa razy jeszcze zapytał co, bo trudno było wyraz z czymś powiązać, ale gość mówił wyraźnie "tikap" i nie było wiadomo o co chodzi. No ale w dawnych czasach ludzie różne rzeczy wymyślali, no to trzeba było grzecznie z klientami i wyrozumiale, bo wiadomo że user się nie zna. Kolega podłączył więc kompa i każe sobie pokazać co konkretnie nie działa, a koleś pokazuje na cd-rom, wciska przycisk otwierania a ten się nie otwiera, więc mówi "no widzi pan, nie działa ten tikap". Kolega zaczął dociekać o co chodzi, i okazało się, że w biurze nie wiedzieli do czego służy cd-rom i ktoś im powiedział, że to jest taki podstawek pod filiżankę, nazywali to tikap i stawiali tam sobie faktycznie kubki:-) Pewnie pod obciążeniem fizycznie się "tikap" popsuł, więc się nie otwierał:-) Hehehe, później doszliśmy, że przecież faktycznie teacup to z angielska filiżanka do herbaty:-)
Podejrzewam, że w dzisiejszych czasach trudno młodym uwierzyć w takie historie i brzmią one niedorzecznie, ale kto pracował w branży komputerowej w czasach kiedy się informatyzowały przedsiębiorstwa, ten wie, że to wszystko działo się na prawdę, bo ludzie (często starsi) pierwszy raz w życiu widzieli na oczy komputer i byli przerażeni, że mają tą skrzynkę ogarnąć.