Może dodam coś od siebie na koniec...
Ostatnio miałem zawirowania w życiu prywatnym, z których powoli wychodzę. Moja aktywność na scenie przez to ucierpiała, ale wiadomo - Rodzina jest najważniejsza. Czytając jednak te wszystkie wywody i bluzgi radość jaką odnajdowałem w tej społeczności i samym Atari poszła się... Sorry Panowie, to nie ja nie potrafię oddzielić spraw wiary od sceny - jest wręcz odwrotnie. Ile to już razy pojawiały się apele aby zakończyć ten bezsensowny spór? I co? Pewne osoby nie potrafią bez tego żyć i uznają, że forum Atari Area jest właściwym miejscem ku temu.
Nie chcę robić niczego na siłę. Słowa które tu padły dotknęły mnie bardzo i "chcąc nie chcąc" trudno mi zapomnieć o ich autorach.
Dlatego, Kochani, bawcie się dobrze. Ale beze mnie.
Na dzień dzisiejszy moja motywacja co do SV2k11 stopniała do zera.
EOT