Wczoraj mój starszy syn wyprawiał bibę w Hula Parku w Radomiu. Przy okazji rur, zjeżdżalni i działek na piankowe kulki tatuś w mojej postaci spróbował zrobić krótki risercz wśród automatów :)
Niestety jest bieda. Same "kopnij piłkie", uderzanie w gruchę albo siłowanie się - czyli to, co można spotkać na większości alejek nad morzem :/ Ale! W kącie stało kilka zapomnianych, nieużywanych przez dzieciaki pudeł. Pierwszym z nich była Daytona USA w wersji siedzącej - automat strasznie zdezelowany, monitor wypalony przez co kolory nieco z żopy, urwany lewarek od zmiany biegów. Bue. Nawet nie wrzucałem monet. Obok stały motory, niestety nie zapamiętałem nazwy, ale do Manx TT to im było bardzo daleko... Raz się przejechałem i więcej mi się nie chciało. Już myślałem, że to wszystko, co można było znaleźć, ale w zupełnym rogu, obok stolików stał zapomniany pinball - Safe Cracker. To raczej średnia półka wśród pinballi - mało ramp, LCD średni aczkolwiek z animacjami. No i gra jest na czas, a nie liczbę straconych bil. Najbardziej jednak mnie zaskoczyło co innego - audio jest po niemiecku!!!111. LCD porozumiewa się po angielsku, ale wszystkie gadki wypuszczane przez głośniki są po niemiecku. Fliper niestety też w dużym stopniu zużyty, pochylnia już niepierwszej młodości i gołym okiem widać że bila potrafi czasem na prostej drodze ostro zboczyć z kursu. Niemniej parę monet wrzuciłem ;)