Gdy chodziłem do technikum :P mieliśmy bardzo ładną panią profesor od niemieckiego. Znała trzy dialekty i uczyła nas w taki oto sposób: "Ile to kosztuje -> Viewiel kostet das..." Pojechałem do niemiec i i gdy poszedłem do sklepu to sie na mnie jak na "głupola z polska" gapili. Mówi się "Was kostet" a nie "viewiel". Ja bym ignorował mądrych "polish english" :D
I dobrze was uczyła. To tak, jakbyś kogoś nauczył po polsku mówić "ile kosztuje ...?", a on by potem miał do ciebie pretensje, że go źle nauczyłeś, bo pojechał na jakąś wieś, gdzie nikt nie mówi "ile to kosztuje?", tylko "po czemu to?" :P Szkoła powinna uczyć języka ogólnego, którym można się porozumieć zawsze, a nie jakiegoś knajackiego żargonu, którego znajomość będzie za 10 lat kompletnie bezużyteczna.
A gapili się na ciebie, bo miałeś obcą wymowę; innostrańca pozna się po tym natychmiast, zgodnie ze znaną anegdotką:
- Czy tędy się idzie na pl. św. Marka?
- Si!
- O, pan jest obcokrajowcem?
- Si :>
- O, to świetnie pan mówi po włosku! :D