@epi: no robią różne inne rzeczy, np. mierzą linijką, liczą pieniądze, wykonują proste zadania matematyczne, logiczne. Dowiadują się co to jest gram, milimetr, etc. Ale nie mnożą, nie dzielą i nie rysują kropek w układzie współrzędnych. Młody poszedł do 1-szej klasy jako 6-latek, teraz skończył pierwszy semestr drugiej klasy jako 7-latek, a drugi semestr zacznie jako ośmiolatek. Ale faktem jest że więcej ich uczą języka polskiego... ortografia, gramatyka, dyktanda, czytanie ze zrozumieniem i sprawdziany z treści lektur (np. "Dzieci z Bullerbyn"). I powiem Ci że jako 6-7 latek to ja czas spędzałem na zabawie a nie pisaniu i ślęczeniu nad książkami. Nie dajmy się zwariować, myślę że dzieci potrzebują dzieciństwa również aby prawidłowo się rozwijać a nie programować mózg do nauki jak mały robocik... na wszystko przychodzi czas... szczególnie że widzę jak zmienia się pojmowanie otaczającego świata przez mózg młodego człowieka. Każdy miesiąc przynosi kolosalne zmiany w sposobie myślenia i pozwala zauważać nowe zależności i rozumieć o wiele, wiele więcej.
A co do religii to zgadzam się, to jest jakieś kuriozum... tego w szkole być nie powinno. Bo z tego co się orientuje to nie żyjemy jeszcze w Państwie wyznaniowym i konstytucja gwarantuje mi świecką szkołę i rozdział państwa od kościoła, a jak to się ma w rzeczywistości każdy widzi i ocenić może sam. Jak rodzic jest wierzący i chce wychować dziecko w/g własnej wiary to niech nauczanie religii odbywa się w miejscu do tego przeznaczonym, czyli w okolicach kościoła. I niech taką naukę sponsorują zainteresowani (wierni danego wyznania) a nie podatnicy. Ale wchodzimy na śliski temat i zaraz będzie tutaj niezła chryja... a tego chciałbym uniknąć. Można by pewnie wymienić parę ksyw które zaraz uderzą z krucjatą i będę bronić dobrego imienia kościoła :P




