ile trzeba czasu i imprez, żeby zauważyć jak wygląda typowe party i dojść do słusznego wniosku, że to nie są wczasy z dziećmi ani wizyta w aquaparku?
Dlatego właśnie pisałem, że może jest miejsce na _osobną_ imprezę w formule rodzinnej. Wiesz czego się spodziewać, nie chcesz to nie jedziesz.
Ale niezależnie od tego ewolucja robi swoje. Skoro coraz więcej ludzi przyjeżdża już teraz na "normalne" zloty z dziećmi, to te imprezy zmieniają się powoli niejako same, oddolnie. Np oglądanie rok temu na Fortification wujka Lotharka rzucającego dzieciakami w pokazach akrobatycznych - bezcenne! ;)
W ogóle mam wrażenie, że niektórzy posiadanie dziecka traktują jako ogromne osiągnięcie życiowe a świadome nieposiadanie dzieci jako coś gorszego, co trzeba piętnować. Otóż wg mnie posiadanie bachorów to żadne osiągnięcie
A ja mam wrażenie, że jeśli ktoś używa notorycznie bez powodu pejoratywnego słowa "bachory", to sam traktuje dzieci i rodzinę jako coś gorszego i negatywnego :P Posiadanie "bachorów" to może i faktycznie żadne osiągnięcie. Wychowanie dzieci już jakimś jest.
Na party chwalimy się WŁASNYMI osiągnięciami. Spłodzenie dziecka do nich nie należy, a już na pewno nie w odniesieniu do twórczości scenowej.
Mylisz się. Z każdym kolejnym dzieckiem, przygotowanie czegokolwiek na kompoty, staje się ogromnym i WŁASNYM osiągnięciem :D
PS. Rozbawił mnie Twój fragment o zdjęciach. Też zawsze uważałem, że nie ma nic nudniejszego od hurtowego oglądania zdjęć cudzych dzieci :) A zdarzało mi się już, że taką atrakcję zapewniali mi koledzy, a nie koleżanki :)