Bo obecny stan jest de facto stanem wyjątkowym. [...]
@Adam
Retoryka, do której się odwołujesz, jest dla mnie po prostu śmieszna. Śmieszna, ponieważ jest wyrazem, jak pisze Michalkiewicz, "atmosfery jurydycznej", która zapanowała w Polsce do tego stopnia, że kiedy nauczycielka mówi dzieciom, że 2x2=4, dzieci pytają, czy ma na to świadków. Owszem, niektóre ograniczenia wolności wprowadzono bez podstawy prawnej, której formalnie dostarczyłby dopiero stan nadzwyczajny. I co z tego? Stara zasada prawa rzymskiego głosi, że "Qui licet quod est plus utique quod est minus", czyli "kto może więcej, może też mniej". Zatem te ograniczenia wolności są zgodne z duchem prawa, bo wymaga to tylko zachowania odpowiedniej formy. Niezgodne byłyby dopiero wtedy, gdyby nie było żadnej prawnej możliwości ich wprowadzenia. Jeśli policjant ma prawo w danych okolicznościach przywalić Ci pałą po plecach, o ile tylko wcześniej wzniesie ręce do nieba i zawoła "Allach Akbar", to w ostateczności co dla Ciebie za różnica, że nie zawołał? Jakby zawołał, bolałoby mniej? Opozycja domagała się stanu klęski żywiołowej nie po to, żeby PiS miał formalną podstawę prawną do wprowadzania ograniczeń wolności, tylko po to, żeby ratować d... MKB. I w oczywisty sposób nie masz racji w kwestii jazgotu - opozycja po wprowadzeniu stanu klęski jazgotałaby tak samo, tylko na inną melodię. To nie ulega najmniejszej wątpliwości. Koronnym dowodem tego jest jej zachowanie w kwestii terminu wyborów.
